Pierwsze kroki z własną firmą.

Oj tak… Pamiętam doskonale. Ten entuzjazm, to podekscytowanie, ten dreszczyk. Te wizje o tym, jak to podbijemy rynek i będziemy silną, liczącą się na rynku firmą szkoleniowo – doradczą. Jako, że mieliśmy wiedzę w obszarze naszej specjalizacji i całkiem sporo doświadczeń, uznaliśmy, że pora wreszcie wystawić na rynek te nasze zasoby. Przecież rynek tylko na to czeka. Może jest kilka podobnych firm, ale żadna nie jest tak wyjątkowa, jak nasza będzie. Nic, tylko ruszać.

No i stało się – 1 czerwca 2008 roku powstała Grupa SET. Wszyscy pracowaliśmy jeszcze w korporacji, więc tworzyliśmy sobie tę naszą firmę po godzinach. Powstawały programy Szkoły Trenerów Biznesu, plany na uruchomienie projektów dla firm, pojawiło się pierwsze, niewielkie zlecenie, które zrealizowaliśmy dla jednego z banków na Kaszubach.

A potem nas wywalili z korporacji i okazało się, że miało być pięknie, a wyszło… W sumie nienajgorzej wyszło, ale na to trzeba było poczekać. Co było najtrudniejsze na samym początku?

Zmiana sposobu myślenia z „pracownika” na „przedsiębiorcę”. Skończyła się pewna pensja, trzeba było zacząć ponosić ryzyko gospodarcze, a więc pierwszy okres bez zleceń i, co za tym idzie – bez pieniędzy.
Opracowanie jasnego kierunku rozwoju. Bo przecież okazało się, że ten rynek, to wcale tak bardzo na nas nie czekał, jak powinien. Musieliśmy pomyśleć, jak się na nim pokazać, żeby nas nie przeżuł i nie odrzucił.
Przełamanie własnych przekonań, wstydów i ograniczeń. Każdy z nas miał organiczną wręcz niechęć do nachalnego marketingu polegającego na publikowaniu we wszystkich możliwych darmowych mediach naszych banerów reklamowych. Bo to takie nieeleganckie. A jednak wszyscy publikowaliśmy. I nadal uznajemy to za nieeleganckie;)
Przetrwanie okresów zwątpienia. Doskonale je pamiętam. Zastanawianie się, czy może jednak wrócić do jakiejś korporacji na trenera. Pensja dobra, na robocie się znam, powinni mnie przyjąć… Na szczęście w tym czasie wspierali mnie wspólnicy. Ja ich wspierałem, kiedy oni mieli trudny czas;)
Przekierowanie uwagi z: „ograniczyć koszty” na: „zwiększyć przychody”.
Nabranie pewności siebie. Wokół firmy, które są na rynku od kilkunastu lat, współpracują z ekspertami, mają doświadczenie, itp. To niesamowite, jak nasze doświadczenie, którego byliśmy tak pewni na samym początku, zostało zaburzone przez niepewność, że może dookoła są silniejsi.
Koncentracja na pracy w  najlepszej możliwej jakości. Nie oglądanie się na konkurencję (no, może niezbyt często), ale konsekwentne zajmowanie się tym, co robiliśmy świetnie. Niezależnie od tego, że jest wielu innych, świetniejszych.
Kontrola ilości wypijanego alkoholu;)  Aj, bo człowiek z tych nerw to musiał wieczorem, żeby się uspokoić;)

Piszę to do tych osób, które chcą zacząć prowadzić własną firmę.

Ale też do tych, którzy dziś mówią: „Wam to jest łatwiej, macie markę i doświadczenie”. Ja tego nie mam, więc jak mam zacząć..? No właśnie tak, jak napisałem.

Udostępnij
O autorze: Adam Walerjańczyk
Interesuje się wieloma rzeczami z różnych dziedzin, ale bardzo, bardzo ogólnie. Wesoły i niekonsekwentny. Aktualnie zainteresowany marketingiem, postprodukcją filmową i mediami społecznościowymi. Kieruje się intuicją bardziej niż dowodami. Potrzebuje wokół siebie ludzi o dokładnie przeciwstawnych stylach działania i na szczęście takich ma.

Napisz komentarz

.,.