Koło zamachowe musi mieć minimum 8kg…

Ci którzy mnie znają, wiedzą, że ostatnimi czasy – jak to się ładnie mówi – podejmuję wyzwanie zrzucenia kilku kilkunastu kilogramów. Może nie wiedzą tego tak wprost, ale widzą, że byłoby to wskazane, bo jeszcze trochę i łatwiej będzie mnie przeskoczyć niż obejść. I tak podejmując to wyzwanie dobrze się do niego przygotowuję. Koledzy z mojego otoczenia biegają i do tego biegania mają takie obcisłe szpanerskie rajtki, w których ja wyglądałbym jak szynka w lateksie; odblaskowe kurtki; smartwatche i inne gadżety. Ci co jeżdżą na rowerze to mają wypasione rowery takie normalne i stacjonarne z milionem funkcji, programów. Są też tacy, co zwyczajnie chodzą uprawiają nordic walking, bo jak jeździli na rowerze, to źle się to kończyło.

 

Szukając sportu dla siebie odkryłem kolarstwo stacjonarne i postanowiłem się do niego dobrze przygotować. Dobre przygotowanie oznacza: zakup dobrego roweru stacjonarnego
z potężnym komputerem, który ma 3000 programów treningowych, wirtualnym trenerem, kołem zamachowym minimum 8kg, regulowanym kątem nachylenia kierownicy i instrukcją obsługi na 93 strony A4… a i koszyk na bidon musi być, bo nawadnianie jest bardzo ważne – podobno. Sam sprzęt to jednak nie wszystko trzeba jeszcze wiedzieć jak ćwiczyć, bo specjaliści od fitnessu mówią coś o strefach tętna, treningach interwałowych, treningach cardio itp…

 

Jak zaczynałem to wszystko przeglądać to pomyślałem sobie, że ja jeszcze lepiej muszę się przygotować i zebrać kasę na wypasiony sprzęt. Nie mogę ćwiczyć na byle czym, bo efekty będą gorsze no i siara przed kumplami.  No i się przygotowuję już od 7 miesięcy a kilogramy lecą… w górę…

 

Ostatnio podczas prowadzenia sesji coachingowej zauważyłem bardzo ciekawą analogię przygotowania się do funkcjonowania na rynku jako trener/coach z moimi przygotowaniami do trenowania. Klientka, z którą prowadziłem sesję przygotowuje się – tak samo jak ja do ćwiczeń – do wyjścia na rynek i funkcjonowania jako przedsiębiorca. Jak wyszło podczas naszej sesji problem jest w tym, że przygotowaniom nie ma końca… nie ma też klientów, bo przecież trzeba się dobrze przygotować, mieć piękne logo, dobrane kolory zgodnie z psychologią kolorów, mieć własnego grafika itp. Wszystko po to by nie spalić na starcie i by wstydu nie było. Nie byłoby w tym nic złego tylko biznes musi już na siebie zarabiać, bo oszczędności kruszą się szybciej niż przyrastały.

 

Dzięki temu przypomniały mi się czasy, kiedy startowałem jako trener. Materiały drukowałem na zwykłej domowej drukarce, często w pokoju hotelowym. Logo miałem zrobione przez jakiegoś studenta grafiki a stronę internetową zrobiłem w prostym kreatorze. Mało tego moje umiejętności trenerskie były w początkowej fazie rozwoju. Oczywiście miałem świadomość, że to nie jest profesjonalne czy idealne.

 

Podobnie zrobiłem z ćwiczeniami. Pomyślałem sobie, że ważniejsze jest, by zacząć tak jak zaczynałem z trenerką czy coachingiem. Pożyczyłem rowerek stacjonarny od treściowej – kosztował pewnie z jakieś 150 PLN z przesyłką razem i miał jeden program treningowy o nazwie „pedałowanie” – i ćwiczę na nim od miesiąca minimum 4 razy dziennie, dzielnie wpisując wyniki do Endomondo.

 

Dzisiaj już nie przeceniam znaczenia perfekcyjnego przygotowania i nie fiksuje się na nim w takim stopniu by blokowało moją aktywność. Jednocześnie nie chcę odstawić przygotowania zupełnie na margines, bo w konsekwencji jest ono ważne… tylko czy ważniejsze od działania? Przygotowuje się na tyle, aby działać a nie blokować się nadmiernymi przygotowaniami.

 

Nie ma znaczenia czy przygotowujesz się do schudnięcia czy do prowadzenia własnego biznesu. A może boisz się swojego pierwszego samodzielnego szkolenia lub oferowania płatnych sesji coachingowych i dalej przygotowujesz się do tego, by to zrobić?

 

A gdzie jest Twoja granica, od której zaczniesz działać? Ja potrzebowałem 10kg na plus ;-)

 

Udostępnij
About the author: Marcin Szpak
Nade wszystko trener, pasjonat nowych technologii. Niezrównana ciekawość świata i mocny dystans do siebie samego powodują, że Marcin konsekwentnie realizuje własne plany i chętnie dzieli się wszystkim, co mu w tym pomaga, ale też tym, co staje mu na drodze. Pisze o swoich sukcesach i o potknięciach. Żywy przykład na prawdziwość równania: Marzenia (Cel) + Praca (Ciężka) = Osiągnięcia.
One comment
  1. Dorota 15 marca 2017 at 21:04

    Zawsze sączący się perfekcjonizm, dzięki że mi o tym przypomniałeś Marcin – akurat teraz mi to bardzo potrzebne…

Leave a Comment