Jak często jesteś scenarzystą horrorów o swoich porażkach?

Dziś napiszę o lęku, który naprawdę nas potrafi skutecznie odwieźć od wielu rzeczy.

 

Niektórzy pewnie wiedzą, że jestem zapaloną Tatromaniaczką. Wspinanie w Tatrach to moja ogromna pasja, jeszcze chyba większa w ostatnim czasie, niż bycie coachem i trenerem :)

Ci, którzy znają Tatry wiedzą, że kiedy wejdziemy na szlak do Morskiego Oka i przejdziemy te 9 km pod górę, dojdziemy do schroniska PTTK nad Morskim Okiem, z którego będziemy mogli podziwiać piękne widoki najwyższych partii Tatr Wysokich. Przepiękna panorama pokazuje nam między innymi szpiczastą iglicę skalną zwaną Mnichem 2068 m n.p.m. Mnich to dla wspinaczy tatrzańskich taki obowiązkowy punkt, na mapie szczytów do zdobycia. Prowadzi na niego wiele dróg wspinaczkowych, o różnych stopniach trudności ale nie prowadzi żaden szlak. Trzeba mieć uprawnienia taternickie lub umiejętności wspinania, aby móc doświadczyć widoków z jego szczytu.

Co ma Tatrzański Mnich do lęku i rozwoju coacha/trenera?

Otóż ma bardzo wiele.

Od zawsze o nim marzyłam. Jak wielu moich kolegów ze środowiska „ludzi gór”. Słyszałam o nim tak wiele opowieści, które w większej części tworzyły w mojej głowie obraz czegoś bardzo trudnego, niedostępnego dla mnie. Miesiącami czytałam o drogach na niego prowadzących, oglądałam filmiki o wariantach wspinania i szykowałam się mentalnie do jego zdobycia. Wreszcie przyszedł dzień kiedy się na niego wybrałam. To była końcówka maja, w Tatrach wtedy bywa już raczej wiosennie…jednak w drodze na szczyt, zaraz za dolinką pod Mnichem złapała nas taka śnieżyca, że dotarliśmy wspólnie z moim przewodnikiem jedynie do półki na ścianie, od której zaczyna się wspinaczka i wspólnie podjęliśmy decyzję o wycofaniu się na dół.

Byłam tak blisko celu. Góry jednak same decydują o tym, czy Cię chcą dzisiaj gościć na wierzchołku. Tym razem Mnich mnie nie wpuścił. Początkowo przeżyłam to bardzo. Mijały miesiące moich kolejnych wypraw w Tatry i kolejnych szczytów, zarówno zdobywanych jak i nie. Nauczyłam się odpuszczać i akceptować to jednocześnie, bez emocji złości, czy poczucia porażki. Starałam się wyciągać z tego wnioski i lekcje a w rezultacie zdobywałam coraz większe doświadczenie w poruszaniu się w górach, również w warunkach zimowych, ocenie warunków pogodowych i zdobywałam swoją odporność psychiczną i kondycję fizyczną. Jednak ten Mnich ciągle mnie wołał. W mojej głowie od tamtego maja powstawał jeszcze większy lęk i wyobrażenie o nim, jako o górze nie do zdobycia.

Oczywiście wiedziałam znając siebie, że nie odpuszczę i pójdę na niego raz jeszcze. Jednak bałam się go jeszcze bardziej niż ostatnio.

I w ostatni piątek tj. 31.08.2017 wspięłam się na jego wierzchołek. Idąc w kierunku tej „niedostępnej góry” stworzyłam chyba milion różnych najczarniejszych scenariuszy, które mogłyby posłużyć reżyserom do nakręcenia naprawdę dobrych filmów, o katastrofach w górach wysokich i tragicznych w skutkach wypadkach. W zasadzie nie ja stworzyłam te scenariusze a mój umysł.

Kiedy siedziałam na wierzchołku czułam wygraną. To wspaniałe uczucie móc doświadczyć widoku z jego szczytu. Czułam jednak również inne emocje: zawiedzenie, zdziwienie, złość i mnóstwo innych myśli i refleksji, o których chciałam teraz napisać, w nawiązaniu do tego, co ma Mnich do lęku i Twojego rozwoju?

Otóż w całej tej wspinaczce na jego szczyt nie było ani jednego momentu, w którym się naprawdę realnie bałam. Ta góra wariantem klasycznym okazała się dla mnie naprawdę łatwa. Nie było w niej nic trudnego, nic na co moje ciało, kondycja, nie było przygotowane.

Po co więc bałam się tyle miesięcy i całą drogę podczas podejścia do ściany wspinaczkowej?

No właśnie po co? Po to, aby zabrać sobie niepotrzebnie energię, która mogłam wykorzystać naprawdę dobrze. Po to, aby zabrać sobie oddech na podejściu, który mógł mi skrócić moment podejścia pod ścianę. Po to, aby stworzyć te milion scenariuszy, które nigdy nie mogły mieć racji bytu. Po to, aby odrobić tę ważną lekcję ze swojej górskiej szkoły życia:

Nic, co tworzy twój lęk w umyśle się nie sprawdza! Nic, co „nakręciłaś po drodze”, nie było możliwe na tej ścianie! Nic, co mówił ci twój umysł się nie potwierdziło w realnym życiu, podczas gdy się wspinałaś.

Byłam zawiedziona, bo brakowało mi tej adrenaliny, tego momentu, który naprawdę lubię: strachu, kiedy wspinasz się nad przepaścią. Nie bałam się, nie było czego.

Zastanawiałam się schodząc już do schroniska: Ile razy w swoim życiu, rzucałam naprawdę super projekty „jeszcze na podejściu”? Ile razy w swoim życiu okazało się, że lęki które tworzyłam skutecznie odstraszały mnie w podejmowaniu wyzwania „zanim doszłam do ściany wspinaczki”?

Bo przecież wiedziałam, że tylko dlatego, że to są Tatry nie odpuszczę tego Mnicha. Bo Tatry to źródło mojej największej determinacji i wewnętrznej siły. Nigdzie indziej nie mam jej aż tak wiele.

W odpowiedzi „przeleciały mi przez głowę” te projekty, na których dokończenie zabrakło sił. Sił do walki z lękiem, który również wtedy tworzył identyczne scenariusze do „horrorów o porażce”.

 

Drogi Coachu/ Trenerze, człowieku…

A Twój lęk, na Twoim podejściu, do czego zabrał Ci dostęp? Do jakiej „ściany wspinaczkowej” nawet nie doszedłeś, bo się poddałeś ze strachu? Jakiego „swojego Mnicha” nigdy nie doświadczyłeś, choć było to Twoim marzeniem? Na jaki swój szczyt nie wszedłeś, bo pozwoliłeś umysłowi zabrać Ci odwagę aby iść… pomimo lęku i przekonać się, że nie było, naprawdę nie było czego się bać. I co najgorszego się stanie, kiedy nawet tym razem nie dojdziesz? Jednak dojdziesz o kilka kroków dalej, niż się boisz….?

 

Wróciłam do domu z Tatr wzbogacona o tę lekcję. Zabieram się właśnie do realizacji swojego projektu marzeń, którego się boję od dawna, jednak od dawna mnie woła jak wcześniej wołał mnie  „mój Mnich”. Teraz jednak będę działać pomimo lęku, bo wiem, że może okazać się, że na szczycie powiem: było naprawdę łatwo :)

Powodzenia! Trzymam kciuki za „Twoje Mnichy”

 

Udostępnij
O autorze: Aneta Jurewicz
Jej drugie imię to intuicja:) Jest pasjonatką coachingu. Próbuje zarazić tą pasją swoich klientów i studentów. Otwarta i uśmiechnięta. Pozytywnie nakręcona na ludzi. Jak sama mówi: Kocha ludzi i nie wyobraża sobie bez nich życia. Jej ogromną pasją są góry a zwłaszcza Tatry. Nieustannie czyta książki o wspinaczach i ich wyprawach. Jest uzależniona od treningów. Trenuje Ju Jitsu, Jogę, obecnie zafascynowana Fitness Trampolinami.

Napisz komentarz