SETki inspiracji
Blog Grupy SET
Slider

105. Zakupy trza zrobić.

Prezentów nakupić, choinę ubrać, karpia zatłuc. No chyba, że jest zrobiony z tofu, wtedy nie.

Przed nami kolejki w sklepach, tłumy w galeriach, zatłoczone parkingi i ulice dużych miast. Zanim więc zalegniemy w święta przed telewizorem albo, w wersji dla ambitnych, ulubioną książką bardzo prawdopodobne, że przejdziemy przez bramy piekieł. Naszych prywatnych, małych piekiełek.

Pojawi się złość. Jedna z podstawowych emocji, której mikroekspresja (niekontrolowana reakcja mimiczna, widoczna na naszych twarzach przez ok. 50 milisekund) jest taka sama dla całego gatunku ludzkiego, niezależnie od tego, w jakiej części globu się znajdziemy. Krótko rzecz ujmując – czy będziemy w Chinach, czy w Nikaragui, czy na Grenlandii, jesteśmy w stanie rozpoznać złość na twarzy innego człowieka.

Pamiętam, jak dużym odkryciem było dla mnie to, że nie istnieją emocje pozytywne i negatywne.

To rozróżnienie wprowadzono wskutek jakości ich odczuwania w ciele, ale prawda jest taka, że każda z nich jest uwarunkowana ewolucyjnie i pełni ważną funkcję w naszym życiu. Jeśli popatrzyć na to z tej perspektywy, to okazuje się, że złość ma przynajmniej jedną pozytywną cechę – jest emocją niezwykle energetyczną; bez niej często nie jesteśmy w stanie podjąć ważnych decyzji, np. o zmianie pracy, wyjściu z toksycznego związku, czy choćby zmianie zachowania wobec ludzi, którzy przecież od dawna na to zasługują. Znamy przecież doskonale ten stan: „Oooo nie, koniec, miarka się przebrała! Od dziś będzie tak (tutaj wstaw dowolne postanowienie)”.

I dopiero wtedy coś się zmienia.

Oczywiście, czasem musimy potem przepraszać, ale jeśli głęboko się zastanowimy nad tym, co zrobiliśmy w chwili złości, to możemy otrzymać bardzo ważną informację o sobie samych. Przecież nasza złość nie wzięła się znikąd. Widocznie jakiś bodziec tak mocno naruszył nasz system wartości, że złość była jedyną oczywistą reakcją. Można wtedy przyjrzeć się, jaką wartość naruszono, co jest w nas tak ważnego, że reagujemy tak gwałtownie.

Sama złość czy gniew są w porządku, informują nas o czymś.

Warto jednak pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Złość często przeradza się w urazę, obrażenie się na kogoś. Stanie się tak, jeśli będziemy ją podsycać i pielęgnować. Nasz język znajduje na to piękne określenie: „żywić urazę” do kogoś. Żywić, a więc karmić, podsycać, sprawiać, żeby trwała. W ten sposób szkodzimy głównie sobie samym, bo żywiona przez nas złość odbiera nam energię; przecież sama jej potrzebuje. Skutek jest taki, że ktoś, na kogo się solidnie wkurzyliśmy, dawno już zapomniał o tym, co się stało i żyje sobie radośnie, pląsając po rośnych łąkach, a my dusimy się w złości i knujemy, jak mu dokopać. Jak kojot próbujący dopaść strusia Pędziwiatra. Jak tych dwóch gości, co polują co roku na Kevina samego w Polsacie. Jak całe mnóstwo doskonale znanych nam postaci.

Popatrz na siebie w ten sposób, kiedy będziesz karmił swoją złość, bo prawdopodobnie dokładnie tak się zachowujesz. Uśmiechnij się, kiedy w nerki uderzy Cię sklepowy wózek prowadzony zbyt szybko przez niedopilnowanego przez matkę chłopca. Inaczej Ty zepsujesz sobie dzień, a on za chwilę i tak zapomni. Odetchnij, kiedy jakiś kierowca zajedzie Ci drogę. Inaczej Ty się zagotujesz, a on będzie zadowolony, że mu się udało. Odłóż nóż, którym kroisz karpia zrobionego z tofu, kiedy Twój partner lub partnerka poinformuje Cię, że w niczym nie pomagasz. Nasi partnerzy nie są zrobieni z tofu, więc nóż im może zaszkodzić.

Więc nie krzywdź się. I uśmiechnij się do siebie, przecież nic nie trwa wiecznie :)

Wesołych Świąt!

 

Udostępnij
O autorze: Adam Walerjańczyk
Interesuje się wieloma rzeczami z różnych dziedzin, ale bardzo, bardzo ogólnie. Wesoły i niekonsekwentny. Aktualnie zainteresowany marketingiem, postprodukcją filmową i mediami społecznościowymi. Kieruje się intuicją bardziej niż dowodami. Potrzebuje wokół siebie ludzi o dokładnie przeciwstawnych stylach działania i na szczęście takich ma.

Napisz komentarz