SETki inspiracji
Blog Grupy SET
Slider

114. Zacznij od “Dziękuję”

Jakiś czas temu wystawiłem na sprzedaż na OLX mój cudny rower szosowy. Jest dla mnie zbyt agresywny i bolą mnie na nim łokcie, nadgarstki i plecy niestety. Mój ześrubowany kręgosłup nie pozwala na przyjęcie optymalnej pozycji i dupa, nie poszaleję za bardzo.

I właśnie dzięki temu ogłoszeniu dotarło do mnie, że żyję w bańce.

Od kilkunastu lat robię w komunikacji. W sensie – międzyludzkiej, nie takiej, że autobusy i tramwaje. Uczę ludzi, jak się porozumiewać, żeby nie eskalować problemów, tylko je rozwiązywać, jak nie bać się wyrażać własnego zdania z jednoczesnym poszanowaniem zdania innych i gotowością do konfrontacji argumentów, która to konfrontacja najczęściej (jeśli potrafimy się na siebie nie poobrażać) prowadzi do konstruktywnych wniosków. No ale to wszystko jest możliwe w sytuacji, kiedy mamy świadomość, że konflikt może wnieść wiele świeżości, jeśli zachowamy szacunek dla drugiej strony i otworzymy się na jej argumenty a nie okopiemy w swoich.

I wielokrotnie podczas szkoleń miałem wrażenie, że wszyscy to wiedzą.

To prawda. Miałem wrażenie.

 

Konflikt nie oznacza nienawiści

OLX błyskawicznie obalił moje wyobrażenia. Nie, nie stało się nic, co zachwiałoby moją wiarą w ludzi, ale jeden powtarzający się detal w komunikacji z potencjalnymi nabywcami przykuł moją uwagę. Coś, co w mojej bańce jest oczywiste a co nie dzieje się poza nią.

Moje obserwacje zbiegły się z niedawną, świetną i mocną kampanią OLX z udziałem Pana Janusza Chabiora, którą podsumowują jego słowa: „W Internecie bądź sobą. Chyba, że jesteś chamem, wtedy bądź kimś innym”. Ja na szczęście nie spotkałem się z przejawem chamstwa, mnie po prostu zdziwił brak elementarnych zasad grzeczności. Potencjalni nabywcy (dobra, nie wszyscy) chcą (nie, nie proszą) dodatkowych zdjęć, opisów, szczegółów, więc ja fotografuję wyginając się przy rowerze, szperam w papierach, specyfikacjach producenta, a kiedy już podeślę oczekiwane informacje dzieje się NIC. Żadnego „dziękuję”. Wprawdzie korona mi z głowy nie spada, chodzi mi raczej o podejście ludzi do siebie nawzajem. O roszczeniowość. Od lat uczę siebie i innych czytać własne emocje tak, żeby robić to z dystansem. Tak, żeby się nie przejmować i nie obrażać zanadto, ale jednocześnie nie pozbawiać się informacji, które emocje ze sobą niosą. Jakie więc informacje czerpię? Ano takie, że nie odpisanie prostego „dziękuję” daje drugiemu sygnał typu: „skoro nie spełniasz moich oczekiwań, jesteś dla mnie nieważny”.

 

Czasem, kiedy zagłębię się w posty na tematy polityczne… Rozumiem różnice. Rozumiem, że sympatie i antypatie polityczne to zderzenie przekonań, które są opakowane emocjami a z czasem stają się elementem tożsamości, stąd też dyskusja na te tematy zawsze będzie emocjonalna. Ale nie musi być chamska, agresywna czy wulgarna, a często taka jest. Stąd krótka droga do ośmieszania, radykalizowania a nawet przemocy fizycznej.

A przecież, kiedy z czymś walczymy, nadajemy temu jeszcze większą rangę i powodujemy, że to coś (przekonanie, pogląd, zachowanie) jeszcze bardziej się utrwala a spór się polaryzuje.

 

Chciałbym, żeby cały świat wyglądał tak, jak moja bańka. Mam szczęście otaczać się ludźmi, którzy choć różni, potrafią się dogadać nie dopieprzając sobie nawzajem. Którzy zamiast knuć: „ja doskonale wiem, jaki jesteś i co myślisz”, wyjaśniają sobie nawzajem swoje intencje i mówią to, co im się podoba a co nie. Oczywiście – nie zawsze od razu (w końcu wszyscy wyrośliśmy w świecie spoza bańki), ale w końcu tak. Którzy zamiast domysłów posługują się pytaniami. Którzy każdą swoją prośbę zamykają słowem: „dziękuję”. Albo chociaż adekwatnym emotikonem, niech będzie.

 

Uprzejmość ma znaczenie

I ostatnia moja obserwacja. Często nocuję w hotelach i widzę, jak reagują panie (to zawsze są panie, coraz częściej z Ukrainy) sprzątające rano pokoje na proste, wesołe: „dzień dobry”. Ich reakcję opisałbym jako zdumienie. Jeśli brak „dziękuję” daje sygnał, że jestem nieważny, to powiedzenie „dzień dobry” daje sygnał, że jestem ważny. Będąc młodym, zdrowym i silnym nastolatkiem pracowałem fizycznie. Ręczny rozładunek dwudziestu ton cementu w pięćdziesięciokilogramowych workach, potem jeszcze z piętnaście ton wapna (co przy 30 stopniach i ubraniu w długi rękaw, żeby nie poparzyć skóry nie należy do przyjemnych), codzienny rozładunek ręczny kilkunastu ton cegieł u klientów sprawiły, że nabrałem ogromnego szacunku do ludzi pracujących fizycznie. I doskonale pamiętam, jak się czułem, kiedy klient stał i pokrzykiwał: „uważaj kurwa z tą taczką, bo…”, „nie kładź, kurwa na trawnik, bo…”, itp. Ale pamiętam też sytuacje, kiedy inny człowiek sam zakładał rękawice i pomagał nam w rozładunku a na koniec dorzucił jeszcze po 2 złote na piwo albo zwyczajnie podał rękę i podziękował.

 

Drobne gesty i słowa nic nie kosztują. A mogą zmienić wiele.

Nie tylko w relacjach z drugim człowiekiem, ale przede wszystkim w nas samych. Kiełkuje w nas wtedy i rozwija się człowieczeństwo. I tak – wiem, że pisząc te słowa zachowuję się trochę jak ksiądz w prowincjonalnej parafii, który na kazaniu pohukuje, że ludzie nie chodzą do kościoła a jego pohukiwanie słyszą to Ci, którzy akurat w nim są. Wiem, że piszę do ludzi z mojej bańki. Robię to z jednego powodu. Abyśmy nigdy, przenigdy nie zapomnieli o wadze takich małych uprzejmości. I raczej świecili przykładem, niż tylko nauczali.

I jeszcze z drugiego. Może ten tekst dotrze do kogoś spoza mojej bańki.

A jeśli tak – mam dla niego cztery słowa: Dziękuję, że to czytasz.

Udostępnij
O autorze: Adam Walerjańczyk
Interesuje się wieloma rzeczami z różnych dziedzin, ale bardzo, bardzo ogólnie. Wesoły i niekonsekwentny. Aktualnie zainteresowany marketingiem, postprodukcją filmową i mediami społecznościowymi. Kieruje się intuicją bardziej niż dowodami. Potrzebuje wokół siebie ludzi o dokładnie przeciwstawnych stylach działania i na szczęście takich ma.

Napisz komentarz