SETki inspiracji
Blog Grupy SET
Slider

115. Eko-Sreko

Fejsbóg jest tak skonstruowany, że daje nam więcej tego, czego szukamy. Projektowali i modyfikują go specjaliści od „jednorękich bandytów” w taki sposób, żeby do niego wejść, wsiąknąć i nie znaleźć drogi z powrotem.

I w moim przypadku im się to udaje, bo odkąd wszedłem na pierwszą wzmiankę o ociepleniu klimatu, teksty na ten temat wracają do mnie stadami. Według różnych szacunków zostało nam od 30 do nawet 11 lat (właściwie już tylko trochę ponad 10) życia w standardzie, do którego przywykliśmy.

Ten standard to dobrobyt (tak, w kontekście tego, co ma się wydarzyć w perspektywie kilkunastu najbliższych lat to nie tyle dobrobyt, co luksus), nieograniczony dostęp do prądu, wody, samochodu, którym można podjechać po zakupy do sklepu oddalonego o 200 metrów, chłodzone napoje, sojowe latte, dużo karkówki z grilla pakowanej w estetyczne styropianowe, jednorazowe opakowanie jedzonej na jednorazowych plastikowych talerzykach popijanej napojami kupowanymi w jednorazowych plastikowych butelkach oklejonych jednorazową folią po 6 sztuk. A jak przy grillu dzieci, to jeszcze dla każdego plastikowa słomeczka i balonik. I dużo jednorazowych papierowych ręczników, bo zawsze się coś rozleje albo potłuści. Na koniec wyrzucanie niedojedzonych resztek do kosza na śmieci i refleksja, że znowu się obżarłem.

Staram się, żeby mnie nie poniosło z litanią grzechów przeciwko planecie. Wczasy all-inclusive, na których goście nakładają na talerze całą zawartość baru, by połowy nie zjeść. Ale co tam – zapłacone, stać mnie. Zamawianie dwulatkowi pełnej porcji dania w restauracji, by wyrzucić ją właściwie całą, upapraną w keczupie. Zakupy w jednorazówkach. Palenie śmieciami. Drukowanie każdego dokumentu. Już, już…

To wszystko nieważne.

Rzecz w tym, że to się nie zmieni.

Każda, ale to absolutnie każda moja próba zasugerowania, że do wytarcia kilku kropel soku, które dziecku kapnęło ze słomki nie wymaga rozwinięcia i użycia trzech kawałków papierowego ręcznika kwitowana była albo ignorancją albo litościwym spojrzeniem w rodzaju: „serio?”.

Wiem, że jestem uważany za skąpca, złotówę z Wielkopolski. W restauracji pytam o wielkość porcji, żeby nie zostawiać. Słyszę: „no co ty, najwyżej zostawisz, stać cię”. W markecie cierpię, kiedy widzę ludzi bezrefleksyjnie sięgających po kilka plastikowych toreb do zakupów. Stać ich na te kilka groszy za torbę. Kiedy jeżdżę samochodem, cieszę się, że spalił mało, a nie że fajnie zapierdala. Za przeproszeniem.

Bo wiem, że mnie nie stać. Nikogo z nas na to nie stać, żeby żyć tak, jak żyjemy.

Tak, wiem, że takie zmiany Ziemia już w swojej historii notowała, że zdarzały się już masowe wymierania gatunków, że jest przebiegunowanie i tak dalej, ale wiem też, że my – ludzie znacznie przyspieszyliśmy te naturalne procesy.

I mimo wszystko czuję, że jestę kosmitom.

 

Bruce Willis nie pomoże

 

Ale też czuję strach przed tym, co będzie i, co martwi mnie najbardziej – rodzaj dystansu do ludzi, ignorujących sygnały, które widać wokół nas. Którzy nie łączą kropek. Kilka ostatnich zim wyglądających, jak późna jesień. Czerwiec z tropikalnymi upałami na naszej szerokości geograficznej.  Susze, powodzie, ekstremalne burze, huraganowe wiatry – to wszystko nam się już zdarzało, ale nigdy w tak krótkich odstępach czasu i już w zasadzie regularnie. Czuję się, jak bohater amerykańskiego filmu klasy B, który coś wie, a którego nikt nie słucha albo w najlepszym przypadku traktuje z pobłażaniem. Nie, nie filmu klasy B, to przecież filmy takie jak „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, wiesz o co chodzi. W każdym razie zawsze na końcu okazuje się, że bohater miał rację i co z tego. Katastrofa nadeszła. Oczywiście Amerykanie ją ogarnęli i jakiś Bruce Willis uratował świat; tak jest w filmach. W realnym życiu tak nie będzie. Nie będzie Bruce’a Willisa, który w zakrwawionym podkoszulku wróci do swojego życia bez splendoru i orderów, ale z poczuciem spełnionej misji.

Żadna z prognoz światowych klimatologów nie przewiduje udziału Bruce’a Willisa w ratowaniu Ziemi.

Nie chcę brzmieć jak demagog straszący wizją katastrofy i nawołujący do opamiętania i nawrócenia. W sieci i nie tylko jest wystarczająco dużo wiarygodnych materiałów na ten temat, wystarczy nieco poszperać. Ale moją misją jest edukacja, naprawdę tak czuję.

 

O czym więc chcę edukować tym tekstem?

 

O świadomości ekologicznej – to na pewno. Wiem, że w skali mikro niewiele zdziałamy (nie zmienimy polityki węglowej, handlu śmieciami, zatruwania środowiska przez rozmaite legalne lub nielegalne fabryki, zasad produkcji mięsa (nie, nie hodowli zwierząt – produkcji mięsa) i związanego z nią produkcji metanu, itp.). Ale mamy jedno pokolenie na dokonanie zmian, które ograniczą nieco skutki globalnego ocieplenia, więc czasu jest niewiele. To oznacza, że każda nasza indywidualna decyzja i to, co pokażemy naszym dzieciom może wpłynąć na ich zachowanie i podejście do nadmiernej konsumpcji.

Ale też chcę edukować o tym, że powinniśmy działać razem. I piszę to jako pierwszy, który ma z tym problem. Nie chcę tego dystansu, który czuję do ludzi ignorujących fakty. Myślenia o nich jak wykorzystujących, a nie korzystających z zasobów, na które nas stać (finansowo). Moje myślenie w kategoriach ekologiczno – ograniczeniowych powoduje napięcia w relacjach nawet z moimi bliskimi. Z drugiej strony wiem, że każda moja próba wpłynięcia na kogokolwiek, żeby rozważył czy wręcz zmienił swoje zachowanie jest komunikatem „ty”, który nie szanuje wyborów tej drugiej osoby. Zresztą, zbyt długo robię w rozwoju, żeby wierzyć, że mam moc, żeby zmienić kogokolwiek prócz siebie. A to i tak w bardzo ograniczonym zakresie.

Z pomocą przychodzi mi więc Jan Brzechwa:

„Moi drodzy, po co kłótnie, Po co wasze swary głupie, Wnet i tak zginiemy w zupie!”

To jeden z tekstów, który piszę dla siebie bardziej, niż dla Ciebie.

Żeby upuścić trochę pary spod pokrywki i żeby wyjaśnić niektóre moje reakcje;)

Ale też po to, żeby zapewnić, że nie jestem przeciwko nikomu, jestem jedynie przeciwko niektórym naszym (w tym też wciąż moim) nawykom, których zmiana mogłaby nam wszystkim pomóc.

A o tym, jak je zmieniać posłuchasz tutaj: https://grupaset.pl/setkiinspiracji/andrzej-bernardyn-nawyki-nasza-druga-natura/  i tutaj: https://grupaset.pl/setkiinspiracji/nawyki2-2/

 

P.S.

Będę wdzięczny, jeśli udostępnisz ten artykuł, jeśli myślisz podobnie.

 

Udostępnij
O autorze: Adam Walerjańczyk
Interesuje się wieloma rzeczami z różnych dziedzin, ale bardzo, bardzo ogólnie. Wesoły i niekonsekwentny. Aktualnie zainteresowany marketingiem, postprodukcją filmową i mediami społecznościowymi. Kieruje się intuicją bardziej niż dowodami. Potrzebuje wokół siebie ludzi o dokładnie przeciwstawnych stylach działania i na szczęście takich ma.
8 komentarzy
  1. Kasia 5 lipca 2019 at 10:22

    Panie Adamie, mam dokładnie tak samo jak Pan. Cieszę się, że są inni, którzy myślą i czują tak jak ja. Egoistycznie mnie to cieszy, bo to znaczy, że nie jestem nienormalna. A jeśli nawet to są inni tacy nienormalni jak ja ;D
    Podpisuję się pod każdym Pana słowem i będę udostępniać komu tylko się da ;) Dziękuję za ten tekst. Pozdrawiam :)

    • Adam Walerjańczyk 5 lipca 2019 at 11:10

      To miód na moje serce, dziękuję!
      Przy okazji – wczoraj zamówiłem przemysłowe ilości boraksu, sody kalcynowanej, płatków mydlanych i innych składników do domowej produkcji proszku do prania, do zmywarki itp. Mniej opakowań, biodegradowalne składniki, taniej, a jaka radocha;)
      Wierzę, że będzie nas coraz więcej.
      Pozdrawiam, Adam;)

  2. Artur Wesołowski 9 lipca 2019 at 12:57

    Udostępniłem na FB.

  3. Klaudia Tolman 16 lipca 2019 at 10:06

    Adam, uwielbiam Cię od lat i lektura tego tekstu mnie w tym bardzo utwierdza. Mam bardzo podobnie! I natychmiast zalej mnie proszę linkami albo podpowiedziami jak ten proszek do prania zrobić? Właśnie mi się kończy, a nie chce już kupować raz, że tak mocnej chemii, dwa że w plastiku… 😭

  4. Justyna Stańczyk 19 lipca 2019 at 10:08

    Zgadzam się z całą litanią grzechów przeciwko planecie i rozumiem klimat tego artykułu. Mam jednak taką obserwację, że w naszym najbliższym otoczeniu tracimy dystans i nie dostrzegami zmian, które planecie mogłyby pomóc np. zastępując w firmie kawę w jednorazowych kapsułkach opakowanych w plastik na rzecz ekspresu z kawą “na ziarna”, dostarczając wodę uczestnikom z dzbanków filtrujących a nie 5 litrowych butli plastikowych, nie drukując wszystkiego tego, co można znaleźć na platformie e-learningowej… Zamierzam w swoim miejscu pracy i w swoim domu przeprowadzić audyt naprawczy. Zachęcam do dołączenia :)

    • Adam Walerjańczyk 19 lipca 2019 at 10:52

      Justyna, my również się do tego przymierzamy.
      Dzbanki filtrujące to pierwszy krok, potem bierzemy się za ekspresy.
      Z materiałami drukowanymi jeszcze chyba nie jesteśmy gotowi. Może my tak, ale uczestnicy już mniej. Chociaż…
      W sumie możemy ich zapytać;)

Napisz komentarz