TOP_tlo_39
SETki inspiracji
Blog Grupy SET

205. Nasze wspaniałe życie.

W tym roku po raz pierwszy byłem na festiwalu „Dwa brzegi” w Kazimierzu Dolnym, co wiązało się nie tylko z oglądaniem filmów, ale też – i to było dla mnie nowe – spotkaniami z twórcami po projekcjach. Przynajmniej z tymi polskimi twórcami.

Jeden z filmów zaciekawił mnie o tyle, że klimatem nawiązywał do innego, który widziałem wiele lat temu. Ten pierwszy to „Powiedz mi, co czujesz”, w reżyserii Łukasza Rondudy drugi to „Wszystko, co kocham” Jacka Borcucha. Oba filmy łączy wątek relacji między młodymi ludźmi – po części relacji romantycznych między dwojgiem, a po części relacji również między ich rówieśnikami. Oba filmy mają w tle sztukę – pierwszy malarstwo i nowoczesne instalacje artystyczne, drugi – muzykę punkrockową. Ale nade wszystko oba filmy reprezentują, albo lepiej – odzwierciedlają dwie kompletnie różne strategie ogarniania emocji ludzi, którzy wciąż jeszcze mają ten kawałek siebie rozedrgany, niepoukładany i w jakiś sposób świeży.

W „Powiedz mi, co czujesz” o emocjach się rozmawia. Nazywa się je, analizuje, wizualizuje. Pokazuje, gdzie umiejscowione są w ciele i jak są reprezentowane – wstyd Marii, głównej bohaterki jest przez nią odczuwany jako nić przeszywająca jej ciało na wysokości mostka. W pewnym momencie po nażarciu się grzybków wraz z partnerem widzi tę nić i mówi o niej, że jest piękna próbując w ten sposób ją oswoić, uwolnić i przepracować wstyd w stosunku do ojca reprezentowany właśnie przez tę nić. Dużo mówi się tam o emocjach, o traumach, o seksie i bliskości.

„Wszystko, co kocham” to portret młodych ludzi początku lat osiemdziesiątych, w których o emocjach za dużo się nie rozmawiało. „Ktoś dostał w nos, to popłakał się ktoś, coś działo się”. Tutaj emocje od razu się materializują w postaci namiętności, agresji, buntu lub głębokiego, wewnętrznego przeżywania ich w milczeniu. Jeśli pojawia się rozmowa, to raczej o faktach, o zdarzeniach i ich interpretacjach niż o samych emocjach, a wartość terapeutyczną dają alkohol, papierosy i koncerty.

Zestawiłem te dwa filmy, ponieważ rozumiem i czuję je doskonale.

I jako reprezentant pokolenia X, chyba naturalnie przechylam szalę w kierunku podejścia z „Wszystko, co kocham”, choć jako człowiek od lat robiący w emocjach wiem, że to niezbyt skuteczna strategia. Nie twierdzę tym samym, że podejście, w którym emocje się omija czy ukrywa jest lepsze; po prostu mi do niego bliżej, bo w takim się wychowywałem i takie we mnie wrosło. Wtedy wszystko wydawało się prostsze. Nikt nie chodził do terapeutów, konflikty rozwiązywało się agresją albo grożeniem starszym bratem, imprezy zawsze opierały się o alkohol a ci z nas, którzy żyli bardziej sportowo wydawali się jacyś słabi i dziwni. Ówczesny twardziel miał ziemistą cerę, przekrwione oczy i peta w ustach, inni byli mięczakami. Jeśli nawet dochodziło do rozmowy o tym, co nam w sobie nawzajem nie pasuje to dotyczyła ona faktów, konkretnych zachowań albo wypowiedzi i zdarzało się, że kończyła się argumentami ostatecznymi: „dobra, weź się zamknij, bo zaraz w ryj dostaniesz” i ripostą: „ta, a kto ci rękę rozbuja” albo podobną, po której następowało pełne napięcia milczenie a z czasem sprawy rozchodziły się po kościach. No, trochę obrażanek czasem było.

I jakimś dziwnym sposobem udało nam się wypracować w sobie rodzaj pancerza, odporności, a przynajmniej strategii przeżywania porażek, zawodów miłosnych, nierówności w finansach, czy zwykłej zazdrości. Dobra, ten dziwny sposób bywał okupiony nadużywaniem substancji psychoaktywnych dostępnych w sklepach, ale znakomita większość z nas wiedzie dziś dość poukładane i raczej dobre życie.

Z kolei świat namalowany przez Łukasza Rondudę to świat subtelny, czuły, wrażliwy. Nie ma tam wiele przemocy, a jeśli jest to raczej słowna, a w jednym przypadku zobrazowana, jako zachowanie matki ubierającej syna w sukienki (to relacja syna, bo z relacji matki wynika, że syn sam się w te sukienki ubierał, więc nie wiem do końca czy było to przemocowe, czy nie). Jest mnóstwo rozmów o emocjach, jest wątek długoletniej i nieskutecznej psychoterapii i jest też wątek przełomowy sprowokowany – co ciekawe – nie tyle rozmową co prowokacją przeprowadzoną wbrew woli zainteresowanych.

Nie wiem dokładnie, jak wygląda świat dzisiejszych piętnasto – dwudziestolatków, czy rozmawiają o emocjach tak, jak w filmie. Wiem jednak, jak bardzo na plus zmieniło się podejście do psychoterapii, jakie jest obłożenie na studiach psychologicznych i jak zawody powiązane z psychologią są dziś popularne i potrzebne. Tak, świat nam się bardzo zmienił, odkąd mamy media społecznościowe i miliony wzorców z całego świata. I na to jeszcze sztuczna inteligencja, deep fake’i, zalew informacji. Nasze mózgi i nasz układy emocjonalne zdają się za tym nie nadążać, nie wyprodukowały jeszcze wystarczająco mocnych mechanizmów obronnych, psychoterapia jest nam potrzebna bardziej, niż kiedykolwiek. Mówią o tym statystyki – choćby samobójstw wśród mężczyzn albo młodzieży.

Jednocześnie, czy nie jest trochę tak, że czasem szukamy w psychoterapii nie tyle wsparcia w samodzielnym rozwiązywaniu problemów albo radzeniu sobie z obciążeniem emocjonalnym, a raczej ulgi i chęci załatwienia sprawy przez terapeutę, do którego pójdziemy, żeby nas naprawił? Jak dentysta, który wyleczy nam ząb kanałowo, my mu za to zapłacimy i możemy na długi czas zapomnieć, że w ogóle było z tym zębem coś nie tak. Że nie próbujemy budować własnej siły i strategii radzenia sobie z samymi sobą, tylko chcemy to oddać specjaliście, żeby to od nas wziął i żeby przestało boleć?

A może… Może to wszystko musi się uleżeć. Może to takie wahadło – trzydzieści lat temu wychylone w jedną stronę, teraz przenosi się na drugą i obie te strony nie były i nie są wystarczająco pomocne. Może nauczymy się, że część naszych problemów musimy rozwiązać sami, bo inaczej nie poradzimy sobie z kolejnymi, większymi, a dopiero kiedy coś nas rzeczywiście przyciśnie do desek tak, że będziemy musieli odklepać, poszukamy pomocy u specjalisty?

Udostępnij
O autorze: Adam Walerjańczyk
Interesuje się wieloma rzeczami z różnych dziedzin, ale bardzo, bardzo ogólnie. Wesoły i niekonsekwentny. Aktualnie zainteresowany marketingiem, postprodukcją filmową i mediami społecznościowymi. Kieruje się intuicją bardziej niż dowodami. Potrzebuje wokół siebie ludzi o dokładnie przeciwstawnych stylach działania i na szczęście takich ma.
5 2 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów